Hola, Hola! Jam jest pięciopalczasty konduktor linii Łódź-Katowice, posuwający karłowate kozy pod osłoną nocy, strzeż się delmy na kolanach duchownego i chamburgerów po 2 zł, jakoby bez sera są a ponadto wołowe wymiona zawierają! Witam was wszystkich (...lol, ktoś to w ogóle czyta?) w ten jakże mroźny, śnieżny, jeszcze październikowy wieczór! Biały puch obsypał nasz mlekiem i miodem płynący kraj wzdłuż i wszerz, możemy nacieszyć nasze gałki oczne wypełnione jakąś ciekłą sraką tymi jakże artystycznymi pejzażami przedstawiającymi białe od śniegu (od śniegu...yeees...suuuure...) fiaty 126p <3 ..cholera, gdzie są chusteczki?! T__T Także tegoo...jak widać nie pisałyśmy od dłuższego czasu, właściwie to od...ponad pół roku O.O a wyszło tak właściwie dlatego bo zapomniałyśmy hasła ._. i tak nie odpokutuję, ssijcie. To dla urozmaicenia może pokrótce co robiłyśmy przez te pół roku..yhmm...ja osobiście nie umiem powiedzieć co konkretnie robiłam, ale czytając nasz redakcyjny dorobek- w postaci dwóch postów- stwierdzam że...zmieniło się troszkę. Czuję się jakbym zamiast mózgu miała powoli tężejącą galaretkę na bazie jodowanej cisowianki X___X A tak poza tym to pisałam jakieś ballady, prowadziłam podróże międzykontynentalne w poszukiwaniu zaginionego więzadła i każdego wieczora zamykam oczy z myślą że kolejnego dnia nastąpi ta historyczna chwila w której zacznę robić szóstkę Weidera...a tak serio to...to nie chcę żeby ten blog był miejscem w którym będę się żalić na niesprawiedliwość świata, więc nie dopisuję nic więcej. no. chyba tyle ode mnie.
a teraz może pare słów od nieco bardziej zrównoważonej emocjonalnie osoby.
ANIA:
Wprowadzona w świetny humor dzisiejszym wieczorem cofnęłam się do wydarzeń, które działy się w ciągu pół roku. Jeździłam na koncerty ulubionych zespołów i delektowałam się każdą sekundą piosenki. Koleżanki wyciągały mnie na jakieś dubstepowe imprezy, które po kilku dniach kończyły się żalem do samej siebie i stwierdzeniem "nigdy więcej". Zapisałam się na zajęcia hip-hopu, zaczęłam uczyć się grać na gitarze. Razem z przyjaciółkami hektolitrami spożywałyśmy gorącą czekoladę. Zdziczałam.Zgłupiałam. Zarażam ludzi głupotą i uśmiechem. Przytyłam o co mam to siebie wielki żal. Poznałam wielu nowych ludzi, do których mam bardzo optymistyczne podejście i mam nadzieję, że tak zostanie...
NIECHAJ RÓŻOWA LAMA WAS BŁOGOSŁAWI!
sobota, 27 października 2012
wtorek, 14 lutego 2012
Walentynki
Walentynki! Dla jednych dzień jak każdy inny, dla drugich znów dzień okazywania sobie miłości, dawania prezentów i poświęcania czasu swojej drugiej połówce, ale zadajmy sobie pytanie: Czy nie powinno tak być zawsze? Skoro kogoś kochamy to czy nie powinniśmy poświęcać mu czasu i pokazywać jak bardzo ich kochamy przez 365 dni w roku? Pewnie większość z nas czytając to bez chwili zastanowienia odpowie 'tak'. Skoro 'tak' to po co komu plastikowe serduszka, bukiety krwistoczerwonych róż i pluszowe misie? Przecież wata, która wyściela ich wnętrze nie jest w stanie zastąpić ciepła ukochanej osoby.
Plus coś od Anki na ten temat:
" Walentynki - potoczna nazwa święta "zakochanych" lub w większości osób, którym przypadło do gustu serduszko obok statusu "w związku" na pasku informacyjnym na facebook'u. Synonimy jak się patrzy! Można stosować na przemian. Święto, podczas którego nie możemy przejść spokojnym krokiem wzdłuż ulicy tak, żeby o nasze uszy nie obiło się rzucone na wiatr, pod wpływem chwili: "Kocham Cię!" lub nie wpaść na jakąś obściskującą się parę. Tymczasem 14 luty miał być dniem poświęconym pamięci o coraz już bardziej zapomnianym świętym Walentym. Czymże zawinił biedny, Bogu ducha winien biskup udzielający młodym nielegalnego wówczas sakramentu małżeństwa, aby w dniu jego czci ważniejsze od jego dokonań stały się lizaki w kształcie serc, czy bawełniane zbyt małe lub też (ku zaskoczeniu partnerki) zbyt duże bokserki z modnym bo anglojęzycznym napisem ' I LOVE YOU' na pośladkach?!
Przyjęło się, że Walentynek nie obchodzą osoby nudne, których niechęć do tego święta wynika z desperacji, że nie mają tak zwanej "drugiej połówki"... Zastanówmy się: Czy prawdziwym aktem desperacji nie nazywa się zabieganie za wszelką cenę o względy dosłownie kogokolwiek aby tylko nie spędzić tego dnia w pojedynkę?"
Plus coś od Anki na ten temat:
" Walentynki - potoczna nazwa święta "zakochanych" lub w większości osób, którym przypadło do gustu serduszko obok statusu "w związku" na pasku informacyjnym na facebook'u. Synonimy jak się patrzy! Można stosować na przemian. Święto, podczas którego nie możemy przejść spokojnym krokiem wzdłuż ulicy tak, żeby o nasze uszy nie obiło się rzucone na wiatr, pod wpływem chwili: "Kocham Cię!" lub nie wpaść na jakąś obściskującą się parę. Tymczasem 14 luty miał być dniem poświęconym pamięci o coraz już bardziej zapomnianym świętym Walentym. Czymże zawinił biedny, Bogu ducha winien biskup udzielający młodym nielegalnego wówczas sakramentu małżeństwa, aby w dniu jego czci ważniejsze od jego dokonań stały się lizaki w kształcie serc, czy bawełniane zbyt małe lub też (ku zaskoczeniu partnerki) zbyt duże bokserki z modnym bo anglojęzycznym napisem ' I LOVE YOU' na pośladkach?!
Przyjęło się, że Walentynek nie obchodzą osoby nudne, których niechęć do tego święta wynika z desperacji, że nie mają tak zwanej "drugiej połówki"... Zastanówmy się: Czy prawdziwym aktem desperacji nie nazywa się zabieganie za wszelką cenę o względy dosłownie kogokolwiek aby tylko nie spędzić tego dnia w pojedynkę?"
poniedziałek, 13 lutego 2012
buenos días los idiotos!
no siema.
Nie wiem czy jesteś tego świadom, ale właśnie znalazłeś się w bardzo dziwnym miejscu, jeśli zabiegasz o to, by twój światopogląd nie odbiegał od powszechnie obowiązujących norm etycznych czym prędzej zamknij tą zakładkę, uprzednio kopiując linka, którego zaraz dołączysz do łańcuszka typu "przepraszam za spam, ale...omg, omg nie wchodź tutaj, omg! [LINK] ...a jednak wszedłeś- SZATAN TO PRZEWIDZIAŁ!!! Jeśli w ciągu 15 sekund nie wyślesz tego do 50384741240986 znajomych twoja świnia morska zacznie tańczyć w ukraińskim stroju ludowym i śpiewać aj em seksi end aj noł yt!"
A tak serio to jestem Anka i kiedyś podczas rozmowy z Anią stwierdziłam że chcę być "super fejmys" jak pewna wpływowa blogerka, nazwiskiem Tusk.
Tak, ANKA i ANIA. Nie wiem jak będziecie to rozróżniać, mi by się chrzaniło, może z czasem coś się na to zaradzi.Ogółem blog o wszystkim i o niczym, ja osobiście mam zamiar zapełnić go swoją filozofią życiową, której nikt nie rozumie, a o sobie samej już nie wspomnę. Jeśli oczekujecie czegoś bardziej ogarniętego to wybawieniem jest dla was Ania.
Więc dobranoc, do kolejnego razu, módlcie się za mój sprawdzian z biologii, amen.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
